Dom Studencki "Akademik"

Based on 1 review

Plac Narutowicza to macierz tysięcy warszawskich (i nie tylko) inżynierów. Nieopodal są aż trzy domy studenckie Politechniki. O tym, że tu, przed Kościołem św. Jakuba, studentów ci u nas dostatek, pisał już Gombrowicz — oto fragment Ferdydurke: „Na placu Narutowicza, ... Categories: Halls  Hotels and Hostels 
ul. Akademicka 5
02-038 Warszawa
22 234 44 16

Reviews

  • Piotr Olesiński
    595
    2 years ago

    Plac Narutowicza to macierz tysięcy warszawskich (i nie tylko) inżynierów. Nieopodal są aż trzy domy studenckie Politechniki. O tym, że tu, przed Kościołem św. Jakuba, studentów ci u nas dostatek, pisał już Gombrowicz — oto fragment Ferdydurke: „Na placu Narutowicza, gdzie stoi dom akademicki, spotkaliśmy brać studencką z nogawkami wystrzępionymi, niewyspaną i nie ostrzyżoną, śpieszącą na wykład lub czekającą na tramwaj. Wszyscy z nosami w skryptach, jedli jaja na twardo, skorupki chowali do kieszeni, dychając kurz wielkomiejski”. Dom akademicki, o którym mowa to właśnie Dom Studencki „Akademik” (im. Gabriela Narutowicza). Mało kto o tym pamięta, ale słowo „akademik”, które dziś przylgnęło do wszystkich hoteli studenckich, pochodzi od nazwy własnej (!) tego oto budynku. Los chciał, że moją uczelnią stał się Uniwersytet, a nie Politechnika i dlatego nigdy nie miałem szansy tu zamieszkać. Mimo to postanowiłem napisać trzy słowa o tym gmachu, jednym z ważniejszych (bo historycznych) punktów mojej ukochanej Ochoty — z dwóch powodów. Po pierwsze: może zachęci to kogoś, kto zna „Akademik” od środka, do napisania mądrzejszej recenzji. Po drugie: mam do tego miejsca sentyment. Lata temu, kiedy mleko bielało mi pod nosem, wybrałem się tu na koncert, bodaj juwenaliowy — odbywał się na dziedzińcu wewnętrznym. Na miejscu okazało się, że to impreza zamknięta, tylko dla mieszkańców „Akademika”. Do dziś pamiętam te desperackie próby wtargnięcia do środka: przez okno, po rynnie, na „osobę towarzyszącą” (koleżanka udawała dziewczynę przypadkowego studenta) — wszystko na nic. W końcu zrobiliśmy ściepę i udało się przekupić ochroniarza sąsiedniego budynku, który przemycił nas przez... piwnicę. Dwie godziny „szturmu” i pół godziny radości pod sceną.

Your opinion

Brak zdjęcia


Please rewrite these characters into the box to verify you are human.